29 maja 2017

Rozmowa ukazała się w portalu wyborcza.pl. Wywiad przeprowadziła Krystyna Naszkowska.

- Przez ostatnie 25 lat konsumpcja wina w Polsce co najmniej się podwoiła. Polski konsument jest bardzo otwarty, chętnie odkrywa nowe wina. Nie znam drugiego takiego rynku, który by w ostatnich 10 latach przyjął wina z tak wielu nowych krajów - mówi Robert Ogór, prezes Grupy Ambra SA.

Krystyna Naszkowska: Nie ma pan problemów z propagowaniem picia wina?

Robert Ogór, prezes Ambra: Nie mam, bo alkohol jest szkodliwy, kiedy jest nadużywany. Wino natomiast związane jest z naszą europejską kulturą niemal od jej zarania i pozostaje do dzisiaj jej wartościową częścią. Wpływa pozytywnie na kulturę naszego życia, dodając wartości naszym posiłkom i spotkaniom.

Jak to się dla pana zaczęło?

- Studiowałem filozofię na KUL w Lublinie, ale na początku lat 80. wyjechałem do Niemiec do Heidelbergu i tam skończyłem studia, zacząłem doktorat. W 1992 roku mój przyjaciel ze studiów z Lublina Janusz Palikot, który rok wcześniej założył firmę Ambra i ruszył z produkcją win musujących, poprosił mnie o pomoc w znalezieniu w Niemczech branżowego inwestora dla swojej firmy. Udało nam się porozumieć z czołowym graczem niemieckiego rynku wina Schloss Wachenheim AG, który zresztą pozostał do dziś głównym udziałowcem Ambra SA. Ja sam nie zamierzałem angażować się w biznes, ale niemiecki inwestor poprosił mnie bym, z jego ramienia zajął się utworzeniem podobnych spółek w Czechach, na Słowacji i w Rumunii. I tak się zaczęło. W roku 2000 Janusz odsprzedał swoje udziały, by zainwestować w Polmos Lublin. Akcjonariusz niemiecki stał się jedynym właścicielem Ambra i wniósł do niej spółki w Czechach, Rumunii i na Słowacji. Wtedy ja wróciłem do Polski, zostałem wiceprezesem spółki, a od 2008 jestem prezesem. Od 2005 jesteśmy spółką giełdową, a inwestor niemiecki ma 61 proc udziałów.

Pijemy rocznie ok. 3,5 litra na głowę mieszkańca, a np. Niemcy 28 litrów, Francuzi 50, Czesi ok. 20. Dlaczego Polacy tak mało piją wina w stosunku do innych Europejczyków?

- Po pierwsze, nie możemy porównywać się z krajami produkującymi wino. A do takich należą np. Czechy, gdzie połowa konsumpcji wina pochodzi z krajowych upraw na Morawach. Z powodów klimatycznych takiej skali krajowego winiarstwa nigdy nie osiągniemy. Czesi produkują 90 mln litrów rocznie, a polscy winiarze jedynie kilkaset tysięcy litrów. Polska, jak inne kraje północnej Europy, jest i zapewne pozostanie rynkiem win importowanych. Klimat i tradycja powodują, że połowa wydatków na alkohol przeznaczana jest na piwo, a ok. 35 proc. na wódkę. Na te dwie „tradycyjne” kategorie Polacy przeznaczają aż 85 proc. wydatków na alkohol. A na wino zaledwie 8 proc. Niemniej od 25 lat spożycie wina w Polsce nieprzerwanie rośnie. Rozwój wina wspierany jest przez główne trendy społeczne: wzrost dochodów, otwarcie na świat, rosnący poziom edukacji, pozytywny stosunek do życia, a to wszystko głównie dzięki rosnącej roli kobiet w społeczeństwie.

Kobiety wolą wino?

- Powiedzmy, że wino jest dużo bardziej kobiecą kategorią niż tradycyjne polskie alkohole, kategorią bardziej kulturalną. Wieczorne towarzyskie spotkanie przy winie wygląda bardziej elegancko. Kobiety to preferują. Ale też kobiety bardziej niż mężczyźni dbają o zdrowie i zdrowy styl życia. A w takim stopniu, w jakim zmienia się nasz stosunek do zdrowego trybu życia, w takim też rośnie udział wina w konsumpcji alkoholu. Kieliszek wina do posiłku, zwłaszcza czerwonego, jest dość powszechnie traktowany jako coś dobrego dla naszego zdrowia. Wino wreszcie jest po prostu modne, nowoczesne i wielkomiejskie.

Co miasto ma do rzeczy?

- Ma. Można powiedzieć, że Europa dzieli się pod względem kultury wina na północ i południe. Na północy, gdzie wina się nie produkuje, czyli w krajach skandynawskich, Beneluksu, Wielkiej Brytanii, a także w Polsce wino, jest produktem dużych miast – na prowincji, na wsiach, w małych miasteczkach nie jest aż tak popularne. Inaczej jest na południu – w Hiszpanii, Portugalii, Grecji, we Włoszech, gdzie wino jest wręcz produktem rolnym, napojem tradycyjnym i powszechnym.

Jak się u nas ten rynek zmienia?

- W poprzednim roku rynek wina wzrósł o 7 proc., osiągając wartość 2,46 mld zł. Przez ostatnie 25 lat konsumpcja się co najmniej podwoiła. Polski konsument jest bardzo otwarty, chętnie odkrywa nowe wina. Nie znam drugiego takiego rynku, który by w ostatnich 10 latach przyjął wina z tak wielu nowych krajów. Do lat 90. królowały u nas wina bułgarskie i węgierskie, na początku lat 90. pojawiły się francuskie i włoskie, potem ruszył szturm win z nowego świata – zwłaszcza chilijskich i kalifornijskich. W ostatnich latach dołączyły też wina greckie, portugalskie, mołdawskie, gruzińskie.

Ale najchętniej kupowanym winem jest półwytrawne i półsłodkie.

- Jesteśmy w początkowej fazie rozwoju rynku winiarskiego i dzieje się u nas dokładnie to samo, co np. w krajach Beneluksu, Skandynawii jakieś 30 lat temu. Tam również na początku dominowały wina półsłodkie i półwytrawne – nie jest to więc jakaś szczególna polska cecha. Konsument odkrywa smaki stopniowo, porusza się na osi smaku w miarę, jak rozwija się kultura winiarska. W tej chwili w segmencie średnich cen rzeczywiście dominują smaki półwytrawne i półsłodkie. A smak jest dla konsumenta wina rzeczą najważniejszą, on decyduje o wyborze. Pamiętajmy, że odmian i gatunków win z różnych regionów świata jest bardzo dużo, stąd też bierze się duża liczba marek win, dla konsumenta często trudnych do zapamiętania. Nasza firma ma sieć sklepów Centrum Wina i sukces, jaki odnieśliśmy, bierze się m.in. stąd, że zapewniamy naszym klientom wsparcie w wyborze i, można powiedzieć, „pamięć” marki wina, które im smakowało.

Na czym polega sukces?

- Jesteśmy wiodącą w kraju siecią sprzedaży detalicznej wina i cały czas przybywa nam klientów. Mamy już 24 sklepy w największych miastach w dużych galeriach handlowych. Sercem naszej strategii jest program Kocham Wino, który daje uczestnikom określone korzyści przy zakupie wina, ale też programy rozwijania wiedzy winiarskiej, aktualne informacje o promocjach itp. Z ponad 30 mln zł rocznej sprzedaży osiąganej w naszych sklepach Centrum Wina już ponad 65 proc. pochodzi z zakupów „klubowiczów” Kocham Wino. Po dziesięciu latach pracy udało nam się zdobyć zaufanie ponad 100 tys. konsumentów, którzy po wypowiedzeniu sakramentalnego „kocham” regularnie do nas przychodzą, robią zakupy, dzielą się uwagami: są u siebie.

Dlaczego hitem sprzedaży w Polsce jest prosecco, białe musujące?

- Przed nami gorączka prosecco ogarnęła inne kraje na świecie. Teraz ta moda dotarła też do nas. Ponownie idziemy tą samą drogą, co inne kraje.

Podobno na świecie sprzedaje się więcej butelek prosecco, niż jest winnic, z których można je wyprodukować.

- Tak było kiedyś, gdy popyt przerastał możliwości produkcji. W sposób typowy dla siebie winiarstwo uregulowało miejsce i sposób produkcji: prosecco stało się winem regionalnym, o chronionym pochodzeniu i sposobie wytwarzania – denominazione di origine controllata. Jest produkowane tylko we Włoszech, z określonych winogron w dwóch regionach kraju.
A dlaczego jest takie popularne? Powiem tak: kiedyś byłem świadkiem, jak w sklepie w Niemczech klientka spytała, gdzie znajdzie pinot grigio. Otóż pinot grigio to jest odmiana winorośli, która rośnie w kilku krajach, tyle że w każdym z nich inaczej się nazywa – we Francji to jest pinot gris, a w Niemczech od lat obecny na tych samych półkach sklepowych grauburgunder. Ale chyba już czujemy, że w żadnym języku nie brzmi tak pięknie jak po włosku. Otóż ja uważam, że ta pani w Niemczech szukała pinot grigio, bo urzekła ją nazwa i to samo jest z prosecco – im coś piękniej brzmi, tym lepiej smakuje. Włosi, włoska kultura mają na całym świecie przewagę uroku.

Najbliższe pięć lat?

- Zmian rewolucyjnych nie będzie, ale będzie nieuchronnie rosła konsumpcja wina wraz z rozwojem społecznym: rosnącą rolą kobiet, zamożnością, edukacją społeczeństwa. Tak jak całe winiarstwo tak i my jako firma żyjemy w symbiozie ze społeczeństwem i to ono „pcha” nas do przodu. Winiarstwo jest światem firm małych i średnich. Nawet my, będąc największą firmą na tym rynku – z ok. 20 proc. udziałem – nie możemy równać się skalą z liderami rynku piwa czy mocnych alkoholi. A jednak udaje nam się odnosić sukcesy i docierać do konsumentów dzięki wartości produktów. Konsumenci krajów rozwiniętych, również polscy, poszukują produktów naturalnych i z tożsamością.

Przykładem może być choćby cydr?

- W 2013 roku wpadliśmy na pomysł produkcji cydru naturalnego z jabłek Lubelszczyzny i wprowadzając nasz Cydr Lubelski, otworzyliśmy w Polsce rynek, którego nie było. Okoliczni sadownicy tłoczą dla nas jabłka i w ciągu jednej lub dwóch godzin po wytłoczeniu świeży sok trafia do naszej winiarni w Biłgoraju. Cydr Lubelski, naturalny polski cydr, bardzo spodobał się konsumentom, chociaż kosztuje mniej więcej dwa razy tyle, co butelka piwa. W minionym roku jednak boom na cydr w Polsce wyhamował. Powodem, co ciekawe, było pojawienie się bogatej oferty piw regionalnych, rzemieślniczych, które przyciągnęły uwagę konsumentów. To dzięki regionalnym produktom, a nie skali i wielkiej reklamie, piwa wróciły do łask po latach kryzysu. Teraz my wprowadzamy na szeroką skalę cydr niefiltrowany – zainwestowaliśmy w tę trudną produkcję, by powalczyć nowym lepszym smakiem z piwami.

To co jest dziś największym wyzwaniem?

- Największym wyzwaniem jest wizja rozwoju polskiego cydru. To typowy przykład szansy na polski produkt regionalny, a obecne przepisy są zbyt liberalne. Najważniejszą rzeczą w produkcie regionalnym pochodzenia roślinnego jest jego jak najbliższy związek z uprawą. Renomę dobrego wina budują ci, którzy jednocześnie uprawiają winorośle. To oni przenoszą warunki klimatyczne, glebowe itd. panujące w regionie do wina w procesach produkcji, w których zakazane są przemysłowe „patenty”: aromaty, koncentraty, dodatki. Kluczem strategii polskiego cydru jako renomowanego produktu regionalnego byłby zakaz używania koncentratów. Dopiero to, i tylko to, da ogromnej rzeszy naszych sadowników realną ekonomicznie szansę rozpoczęcia produkcji cydru, a nam wszystkim – szansę na rozwój strategii produkcji spożywczej innej niż konkurencja kosztowa na masowych rynkach i dyskusja o problemach ze sprzedażą jabłek.

To znaczy?

- Kluczem wszelkich strategii produktu regionalnego, który w Europie jest ogromnym i zyskownym rynkiem, jest bowiem utrudnianie produkcji. Jeśli nasza strategia gospodarcza w tym sektorze będzie się nadal tak rozwijać, stawiając na coraz większą produkcję coraz tańszych towarów, to nasza historia sukcesu będzie bardzo krótka. Pewnych rzeczy nie da się zrobić na skróty. By wyprodukować dobry cydr, trzeba posadzić najpierw drzewa i pozwolić im rosnąć. Dziś Włochy, Hiszpania czy Francja żyją z wartości dodanej dzięki wybitnie uregulowanej produkcji, restrykcyjnym procedurom i recepturom produktów – wszyscy cenimy i kupujemy codziennie te produkty.

Rozmawiała Krystyna Naszkowska

Źródło: portal wyborcza.pl, 27 maja 2017

Serwis ambra.com.pl korzysta z plików cookies (tzw. ciasteczka).

Więcej informacji o tym jakich cookies używamy, oraz jak nimi zarządzać, znajdziesz po kliknięciu w „więcej”. więcej