26 listopada 2020

Wino jest stałym towarzyszem awansu społecznego, a procesy, które nazywamy modernizacją idą ręka w ręka z konsumpcją wina – mówi Robert Ogór, prezes Grupy AMBRA, producenta, importera i dystrybutora wina.

AMBRA obchodzi właśnie 30 urodziny. Jak to się wszystko zaczęło?
AMBRĘ założyło w 1990 roku w Biłgoraju kilku wspólników, w tym Janusz Palikot. To był historyczny rok - pierwszy rok niepodległości, nowej Polski, nowego życia dla wielu z nas. Czas największego przełomu. Odwaga, poczucie, że wszystko jest niewiadome, ale z drugiej strony wszystko jest możliwe. Taka zmiana systemowo nie zdarza się często. Byliśmy przez kilkadziesiąt lat odcięci od świata i nagle wszystko się otworzyło i ludzie, którzy wcześniej zajmowali się przeróżnymi zajęciami z dnia na dzień stali się przedsiębiorcami. To było niesamowite uwolnienie energii społecznej, potencjału przedsiębiorczości. Powstało wtedy wiele biznesów opartych na zasadzie, że biznes to myślenie o tym czego dzisiaj nie ma, a mogłoby powstać. Takim pomysłem była produkcja win koło Biłgoraja ale też inne, jak pomysł na szampana dla dzieci. To wszystko przypominało sytuację z „Ziemi Obiecanej” – ja nie mam nic, ty nie masz nic, to akurat tyle, żeby założyć fabrykę. Panowała niesamowita atmosfera pionierstwa.

Jak te zmiany wpłynęły na rynek alkoholi, na którym królowały mocne trunki?
W latach 90. wino stało się symbolem zachodniego świata, nowego stylu życia i nowych wzorów kulturowych. Polacy uwierzyli, że będzie tak jak na Zachodzie. Stopniowo zmieniał się także model konsumpcji alkoholu: awans kobiet, awans ekonomiczny, edukacyjny i konsumpcyjny oraz podróże - to wszystko równocześnie wspierało wzrost konsumpcji wina. Równolegle odeszliśmy od biesiad z mocnym alkoholem.

W PRL-u nie bardzo piliśmy wino. A jak to jest teraz?
Wino od zawsze było napojem wielkiego świata i alkoholem kulturalnych ludzi, nie tylko w Polsce. Pełni po prostu taką funkcję kulturową od wieków i tak jest wszędzie, na całym świecie. W związku z tym rozwój rynku wina był dość silnie powiązany z przemianami społecznymi. Wino jest stałym towarzyszem awansu społecznego, a procesy, które nazywamy modernizacją, idą ręka w ręka z konsumpcją wina. Co ważne, o ile można powiedzieć, że wino jest uniseksowe, bo jego konsumentami w 53 proc. są kobiety, a 47 proc. mężczyźni, to faktem jest, że wino najchętniej piją kobiety, również dlatego, że jest napojem kulturalnym. Awans kobiet napędza więc rozwój rynku wina.

Na jakim etapie rozwoju jest polski rynek wina? Dogoniliśmy inne kraje Europy?
To zależy. Rynek wina w Polsce od 30 lat nieustannie rośnie – a startował z poziomu niemal zerowego. Jego konsumpcja nadal jest daleka od średniej europejskiej - oceniamy, że wynosi około czterech litrów na głowę rocznie, podczas gdy w wielu krajach jest to powyżej 10, 20 czy nawet 30 litrów. Więc patrząc tylko kwantytatywnie ta konsumpcja jest nadal niska. Ale Polska jest krajem północy Europy, gdzie wino jest produktem wielkomiejskim, towarem importowanym. Zupełnie inaczej niż w krajach, które go produkują, gdzie jest napojem bardziej tradycyjnym, rolniczym. Jesteśmy trochę podobni do rynków skandynawskich, niemieckich, czy Wielkiej Brytanii, czyli tych północnych stref, gdzie wino jest czymś bardziej luksusowym. Przy czym polski konsument bardzo dużo wie o winie, do tego jest otwarty na jego różne gatunki, kraje pochodzenia.

Czy na polskie wina też?
Polskie winiarstwo rozwija się bardzo dynamicznie, powstają nowe winnice i bardzo dobre białe wina – pamiętajmy, że tu jest północna strefa winiarstwa, więc tak jak w Alzacji, Szampanii czy Nadrenii mamy klimat szczególnie dobry dla białych win. Więc winiarni przybywa, mimo że bycie winiarzem to droga dużego ryzyka, bardzo powolna i czasochłonna. To nie jest tak, jak w przemyśle, gdzie co tydzień możemy poprawić swój produkt. Tutaj trzeba doświadczyć warunków glebowych, klimatycznych, czasami nawet zmienić odmianę winorośli, która zaowocuje dopiero po trzech latach od nasadzenia. Winiarstwo tym różni się od innych gałęzi produkcji, że oparte jest na bardzo dużej ilości małych winiarzy.

Ale czy Polscy konsumenci kupują te wina?
Oczywiście. Jest dużo większy popyt na nie niż możliwości produkcji. One nie są tanie, ponieważ koszty produkcji są bardzo wysokie - średnia wielkość winnicy w Polsce ledwo przekracza 1 ha. To powoduje, że kosztują w granicach 50 zł za butelkę, więc rozmawiamy tutaj o winach droższych niż średnia. Tym niemniej miłośników wina w Polsce, którzy kupują wina droższe, jest bardzo dużo. Wśród nich nie brakuje zainteresowanych winem polskim. Co więcej, jestem przekonany, że za 10 lat wino i winiarstwo w Polsce zrobią kolejny krok milowy. Choć oczywiście w przypadku wina to nie są procesy szybkie, np. nasz dostawca z Toskanii rozpoczął jako firma rodzinna działalność w roku 1372.

Mówimy o winach gronowych. A jak sobie radzą polskie wina owocowe, które zaledwie rok temu wprowadziła na rynek Winiarnia Zamojska?
Zacznijmy od tego, że winorośl czy winogrono nie otrzymały od natury monopolu na dobre wino. To po prostu owoc, który w procesie fermentacji przekształca się w wino, podobnie jak inne owoce. W związku z tym, że Zamojszczyzna, skąd pochodzi AMBRA, jest jednym z największych europejskich zagłębi owoców: gruszek, jabłek, wiśni, porzeczek itp., powstał projekt Winiarni Zamojskiej, która ma udowadniać, że wino owocowe wcale nie musi być produktem gorszym od gronowego. Mamy niestety do czynienia z negatywną konotacją win owocowych po PRL-u, gdzie przez wiele lat były one wytwarzane w sposób wielkoprzemysłowy, na skróty i tani. A widzimy, że w krajach północy też powstają ciekawe winiarnie w oparciu o inne owoce. Konsumenci reagują na to bardzo pozytywnie, sam jestem zaskoczony jakie aromaty i wrażenia smakowe udaje się osiągnąć przy winiarskiej fermentacji i pracy nad owocami jak czarna porzeczka czy gruszka.

Mamy właśnie trudny rok 2020. Jak AMBRA się w nim odnajduje?
Ten rok jest podobnie ciekawy i burzliwy jak ten pierwszy 1990, nie brakuje nam mocnych przeżyć czy wyzwań. Tak jak wszyscy, musieliśmy zmierzyć się z nadzwyczajnymi okolicznościami. Ale jak pokazują nasze wyniki, do tej pory udawało nam się obronić. Ostoją naszego biznesu jest sprzedaż przez sklepy spożywcze. Potwierdzają to nasze wyniki za ostatni kwartał, gdzie sprzedaż wzrosła o 13 proc, poprawił się też zysk.

Plany AMBRY na kolejne 30 lat? W winiarstwie to wcale nie taka długa perspektywa.
Przed nami wiele nowych wyzwań. Będziemy na nie gotowi, jeżeli będziemy pielęgnować w nas postawę założycieli, uwierzymy, że jutro możliwe są rzeczy, o których wczoraj nawet nam się nie śniło. Traktujemy przyszłość, jakbyśmy mieli stworzyć firmę od nowa. Niektóre z projektów, jak np. Winiarnia Zamojska, która ma odbudować wizję winiarstwa owocowego, są rzeczywiście zakrojone w perspektywie, w której wcale nie jest abstrakcją mówienie o tym co będzie za 30 lat. Bo projekt tworzenia kultury winiarstwa w Polsce to projekt na długie dekady. Poza tym wino było i pozostaje drogowskazem i symbolem naszej przynależności do europejskiej i międzynarodowej kulturowej wspólnoty.Będąc z jednej strony obszarem tradycji pokazuje też drogę w przyszłość. Winiarstwo jest bowiem przykładem sektora zrównoważonego rozwoju. Pokazuje, że dobrobyt nie musi być oparty na ekspansji, eksploatacji i koncentracji, ale może się rozwijać w sektorze rozdrobnionej produkcji, regionalności i różnorodności z setkami tysięcy producentów. Tak też dla naszej firmy trzydziesty rok urodzin to wkroczenie w dojrzałość i zarazem pierwszy rok nowego rozdziału. Rok 2020 to pierwszy rok Strategii Zrównoważonego Rozwoju. Chcemy być pozytywną częścią życia społecznego, dbać o środowisko, rozumieć nasz wpływ na świat i ludzi oraz dbać o równowagę.

Źródło: Wprost Biznes, autorka: Magdalena Gryn

Serwis ambra.com.pl korzysta z plików cookies (tzw. ciasteczka).

Więcej informacji o tym jakich cookies używamy, oraz jak nimi zarządzać, znajdziesz po kliknięciu w „więcej”. więcej